Amerykanie mają wybór

Paradoks wyboru

Październik 10, 2014 • Psychologia, szczęście i życie w Ameryce • Views: 1294

Albert Camus, cytowany w „Paradoksie wyboru” B. Schwartza, miał kiedyś rzec: „Czy mam się zabić, czy wypić filiżankę kawy?” – to wszystko w kontekście nadmiaru wyboru.

Wracając do autora książki i jego wnikliwej analizy wyboru, można by śmiało rzec, że aktualna ilość wyborów, jaka spada na człowieka, nigdy wcześniej nie była tak duża i tak bardzo obciążająca ludzki umysł.

Profesor ucieka się nawet do analizy dnia codziennego, a dokładnie ile „wielkich” decyzji musimy podjąć, aby na dobre rozpocząć nowy dzień. Od porannych czynności w toalecie, chwil spędzonych w garderobie (to uwaga bardziej do kobiet), co zjeść rano (o ile jest jeszcze czas) i tak przez cały dobę. Oczywistym jest, że zwykłe czynności są już nawykowe i automatyczne i nie spędzamy nad nimi godzin wielu, jednak wystarczy przełączyć się z trybu tygodnia roboczego na weekendowy, a już nawet o poranku (nawet późnym) pojawia się więcej opcji.

Gdy zrobiono głosowanie: „Czy mieć wybór czy go nie mieć?” – większość opowiedziałaby się za. I słusznie. Jednak zbyt dużo alternatyw, według Schwartza, rodzi ból. Przytacza on na potwierdzenie słowa F. Hirsh, mówiącego o nadmiarze opcji, jako o „tyranii małych decyzji”. To balast wielu opcji, gdzie człowiek w końcu musi dokonać selekcji.

Autor zgrabnie opisuje wiele wyborów, przed którymi, na co dzień stoją Amerykanie, jak sobie radzą i co robią. Dla ciekawości tekstu przytoczę kilka z nich.

Wybór tożsamości, kiedyś narzucony, dziś dowolny, jak młoda meksykańska imigrantka, która samo może dookreślić swój wybór czy jest Latynoską, Meksykanką, mieszkanką NY, czy imigrantką.

Wybór religii, którą wyznaję ponad 96% mieszkańców Ameryki Północnej. Według badań Instytutu Gallupa, tyle procent Amerykanów, wyznaje, że „ wierzy w Boga lub inny byt”. Niektórzy dziedzicznie przyjmują po swych przodkach przynależność religijną, a inni szukają swojej drogi, sprawdzając wiele opcji, z aktualnie istniejących religii czy filozofii i potem dokonują decyzji.

Wybór jak pracować, jaką obrać ścieżkę edukacji, gdzie i z kim studiować. Czy pracować w miejscu pochodzenia, czy jechać na drugie wybrzeże, lepiej z domowego fotela, czy w biurowcu korporacji? Czy pracować w pocie czoła czy mieć jeszcze czas dla siebie?

Wybór piękna czy wrodzonej brzydoty, nie jest już tematem tabu. Operacje plastyczne są bardziej dostępne, tańsze niż dawniej, a uroda rodem z pierwszych nagłówek brukowej prasy, kusi bardzo. Zabieg już zaczyna być nazywany nie operacją, a formą samodoskonalenia.

Wybór opcji opieki zdrowotnej w USA jest bogaty, ale i wymaga cierpliwości. Lekarz już nie narzuca badań, ale czeka, czy pacjent tego wyboru oczekuje i o co prosi. Ma to wynikać z chęci i woli chorego, a nie narzuconej roli doktora (co z natury wydaje się dość dziwne). To przekazanie większej odpowiedzialności pacjentowi, doprowadziło do lekarskiej transformacji. To rodzaj dobrej łaski, ale i ciężaru. Mając wybór, mogę go dokonać. Przemysł farmaceutyczny kwitnie, a wiele leków wciąż dostępnych jest tylko na receptę, gdzie lekarz staje się po części pionkiem w grze pacjenta, który realizuje swoje uprzednio zamierzone cele.

Wybór planu emerytalnego, ubezpieczenia zdrowotnego czy usług komunalnych zostawiłam do doczytania Czytelnikom w książce. Jak widać dokonywanie wyborów wcale nie jest takie łatwe.

Może nie mamy jeszcze tyle wyborów, co Amerykanie, choć z każdym dniem i tak ich przybywa. Życzę więc Wam i sobie mądrych decyzji, które nie staną się ciężarem, a radością podejmowanego wyboru. Tak więc morze alternatyw zasiewa ziarno psychologicznego niepokoju, ale więcej o wyborze w „Paradoksie wyboru” B. Schwartza.

 Photo attribution: daily sunny / CC BY-ND 2.0

Tagi: