Atrakcyjność fizyczna czyli jak, gdzie i kiedy poznaliśmy naszą miłość

atrakcyjny

Listopad 20, 2014 • Psychologia, szczęście i życie w Ameryce • Views: 2676

Atrakcyjność fizyczna – temat rzeka. Przedstawię jej psychologiczne podwaliny i dokonam opisu zjawisk, a właściwie będę, w najbliższej (i dłuższej) przyszłości. Zbyt to szeroki wątek na jeden artykuł i zbyt ważny temat, aby potraktować go po macoszemu.

Atrakcyjna budzi sympatię, cieszy oko i działa na zmysły. Atrakcyjny, podobnie.

Co decyduje o tym, że atrakcyjność jest w cenie? Jakie cechy, bądź cecha? Co psychologicznie buduje nić sympatii? Gdzie szukamy (i znajdujemy) tych, atrakcyjnych, dla nas?

Moja profesor psychologii, na wykładach zwykła mawiać: „tego kwiatu jest pół światu – nie do końca prawdą jest..”. Na świecie mieszka miliony, a właściwie miliardy osób, a ile z nich tak naprawdę będzie nam dane spotkać? Oczywiście można powiedzieć, że zależy to, od wielu czynników. Ale niezależnie od tego, jak bardzo podróżniczą drogą życia wybraliśmy, jak często zmieniamy miejsce zamieszkania, albo pracy, to ograniczamy się jedynie do pewnego kręgu miejsc i ludzi, którymi się otaczamy.

Bez wątpienia wiele przyjaźni i miłości odnalazło się w bardzo nieoczekiwanych okolicznościach, różnych przestrzeniach i zaskakujących sytuacjach (moja własna jest tego przykładem), lecz na mnóstwo innych zadziałał jednak efekt częstości kontaktów.

To interesujące zjawisko psychologiczne opisuje, że im częściej kogoś spotykamy, tym większa szansa, że będzie nam on bliskiTen determinant atrakcyjności interpersonalnej to inaczej bliskość. Osoby, które początkowo i przypadkowo stały się naszymi przyjaciółmi czy miłością, były tymi, z którymi często się widywaliśmy i kontaktowaliśmy w przeszłości. Błaha to wiedza? Nie do końca. W rzeczy samej trudno zaprzyjaźnić się z kimś, kto mieszka na drugim końcu świata (choć w dobie internetu zdarza się to co raz częściej), ale tutaj mowa jest o najczęstszych i typowych zjawiskach. Ważnym jest, że ta cecha atrakcyjności i bliskości ujawnia się na wielu płaszczyznach.

Leon Festinger wraz innymi badaczami (lata 50.) zaobserwowali, że atrakcyjność i częstość kontaktów zależy nie tylko od odległości fizycznej, ale i psychologicznej (funkcjonalnej). Co oznacza np.: że łatwiej zaprzyjaźnić się nam z sąsiadami za ściany, niż z innego piętra (z naszymi sąsiadami i z prawej i lewej pijemy razem nie tylko herbatę). Częstość nawet przypadkowych kontaktów temu sprzyja. W innych badaniach, opisali przyjaciół z sąsiedztwa, za pomocą odległości ich wzajemnej skrzynki pocztowej (realia amerykańskie) i ich realnie częstych, wzajemnych relacji.

Odkrywcy tych zjawisk robili badania w najróżniejszych miejscach. To, że wielu z naszych przyjaciół pochodzi z naszego sąsiedztwa, szkoły, studiów czy pracy to oczywiste. Jednak, wielu z nich (badania amerykańskie z lat 70.), wykazują nieoczekiwanie, że nawet nazwiska ich zaczynają się na tę samą literę, co nasze (panieńskie nazwisko mojej druhny też zaczyna się na k). Związane to było z przynależnością do tej samej grupy alfabetycznej w klasach, grupach, czy pokojach w akademiku. Podobnie dzieje się już w przedszkolu, a kończy na domach opieki społecznej.

Sąsiedzi, przyjaciele, a co z miłością? Już najwcześniejsze badania z lat 30. XX wieku pokazują podobną zależność. Wiele par czy małżeństw bierze swój początek z jednej klasy, podwórka czy pracy. Wnioskiem dla badaczy jest fakt, że niekiedy mieszkanie w kamienicy za rogiem, może całkowicie zmienić Twoje życie. Pozwolili oni sobie nawet na dygresję, mówiącą, że jeżeli satysfakcja z obecnych relacji jest kiepska, zmiana miejsca zamieszkania, pracy czy sąsiedztwa, może wyjść jedynie na dobre.

Od tamtych badań minęło wiele lat, a mobilny tryb życia stał się popularny, jak nigdy dotąd. Możliwości zdobywania przyjaciół i odnajdywania swojej miłości w najbardziej nietypowych miejscach na świecie już nie dziwi jak kiedyś. Niemniej stara prawda nadal aktualna. Widać to po naszych przyjaźniach czy relacjach ludzi wokół nas (i naszych samych). Wiemy przecież doskonale skąd się wzięli nasi przyjaciele. Częstość kontaktów temu sprzyja, a liczba małżeńskich par z podwórka, szkoły czy pracy nadal potwierdza tę regułę.

O atrakcyjności i efektach, które ją budują będzie jeszcze nie raz na blogu, a więcej w „Psychologii społecznej” napisanej pod redakcją E. Aronsona.

Photo attribution: Susana Fernandez via flickr/ CC BY 2.0 

Tagi:,

  • Gosia

    Mysle tez o zaufaniu, ktore sie tworzy z osobami, ktore sie dobrze zna.. Wtedy tez latwiej o bliskosc ..
    A z drugiej strony widac ile jest wiecej szans daje przebywanie w wielu grupach, wielu miejscach ..

    • kasicablog

      Zaufanie w relacji to podstawa, a długość kontaktów sprzyja bardzo ich jakości. Oczywiście zawsze są wyjątki, ale tutaj była mowa o ich częstości i najczęstszych początkach niejednej pary. Wyjątkiem od tej tej reguły jest choćby mój przypadek, choć tu zaowocowało wyjście (wyjechanie) na dłuższą chwilę z dala od domu, a więc opuszczenie pewnej strefy komfortu:) Co dzień dziękuję Bogu właśnie za ten dzień:) Pozytywnie pozdrawiam!

  • z tą przyjaźnią z sąsiadami zza ściany, to może nie zawsze się sprawdzać, z moich obserwacji życia w dużym bloku wynika, że te przyjaźnie zawiązują się w niezależny od miejsca sposób. pozdrawiam 🙂

    • kasicablog

      Oczywiście! Przyjaźnie zdobywamy w różnych miejscach, czasie i na przestrzeni naszych życiowych wędrówek zatem nie zawsze i w każdym miejscu (w tym bloku) udaje się je znaleźć. Tym bardziej, że badania mówią o sąsiadach tych za ściany (a nie z innych pięter) więc szanse są mniejsze. Czasami bywa i tak, że nie z każdym zza ściany uda się nawiązać przyjaźnie, bo czasem o zwykłe dzień dobry trudno. Myślę, że badania są ciekawym przykładem z życia psychologii społecznej. Pozytywnie pozdrawiam:)