Żegnaj 2014, witaj 2015 – moje podsumowanie!

Ja, anna

Styczeń 13, 2015 • BLOG, Myślę, że • Views: 1722

Joseph Conrad, a właściwie Józef Teodor Konrad Korzeniowski powiedział: „Mam taką zasadę, że nigdy nie czytam recenzji. Mierzę je natomiast linijką. Im są dłuższe, tym lepiej się czuję”. Ja psycho-blogowe recenzje piszę i zaiste czytam je po napisaniu. Nie używam do tego linijki i na pewno czuję się lepiej gdy widzę, że się czytają (i recenzje i polecane książki).

Pisać lubię, a z każdym dniem lubię co raz bardziej. Koniec roku nasunął mi pewne refleksje co z tym pisaniem dalej będzie. Oczywiście pisać będę, chcę więcej i więcej. Zamierzam dawać Wam co rusz nowe ciekawości ze świata Psychologii Pozytywnej, ale i do klasycznej czasem się ucieknę, a i osobie czasem wspomnę.

Ale nie opisaniu tu mowa, bo o zmianie i o pewnej zmianie chcę nadmienić. W tym roku, roku pańskim 2015 idzie pewna zmiana. Dziś nadal, mimo chęci, nie mogę rzec nic więcej, ale jak tylko nasz sekret będzie mógł ujrzeć światło dzienne, napiszę o tym jeszcze nie raz, nie dwa, ale dużo więcej… Czekam z ciekawością dziecka, powoli odliczam dni, patrzę czy już, no i dalej czekam… Szykuje się nowe, absolutnie bardzo nowe, a zmiana ta będzie zmianą po całości. Towarzyszy temu cała gama emocji, więc gdy machina ruszy, to wpierw parsknę głośnym śmiechem radości, a potem stworzę pisaną tyradą, powieść wielostronnicową albo wrzucę nie jeden wpis na blog, Facebook czy Instagram.

Cofnę się jeszcze do 2014 roku. Stary rok minął bezpowrotnie, strzepnął kurz i poszedł sobie w siną dal. Był dobrym rokiem. Rokiem z właściwym startem właściwego mego blogu. Blog oficjalnie ruszył siódmego lipca (lubię ten miesiąc, może przez to, że to miesiąc moich urodzin), choć pisałam od marca, a sam pomysł rodził się od stycznia 2014 roku. Mimo właściwie dość krótkiego żywota bloga, to zachłannie i ciut bezczelnie chcę więcej, jeszcze więcej Czytelników, większej promocji Psychologii Pozytywnej i poznania przez Was świata psychologii w moim jeszcze większym, wydaniu.

Z rękawa osobistych podsumowań to były całkiem miłe 365 dni. Oczywiście obok szczerych uśmiechów, chwili palącego słońca, miliona besos od małej E. i ciut starszego F. pojawiały się czasem pewne niedogodności, małe (i większe) smutki, spadek weny, godziny bez blogowych Czytelników, za mało pracy, za dużo deszczu w lato, za drogie owoce, brak Maltiserów w Polsce, odkrycie papryczek (pimientos de Padron) dopiero w grudniu, kilku niezrealizowanych planów, za mało sportu i za dużo czekolady. Ale po co pisać o niekorzyściach?

Cieszę się, że rok 2014 minął bez żadnego pogrzebu (dzięki Bogu). Były za to dwa wesela (kolejne planują się na 2015 r. m.in. u J. A. i O. i M..

Moja E. wraz z rodziną przeprowadziła się w stolicy strony, a mój K. w Boże Narodzenie podzielił się ze mną swym sekretem, który na długo (przy rodzinnym stole) zamienił mnie w mumię (dzięki K.)

Pojawili się nowi znajomi, którzy szybko stali się przyjaciółmi (A. i K.), za to pewni starzy przyjaciele, przestali nimi być.

Jedna bliska mi osoba udała się na emigrację i jest jej tam bardzo dobrze (G. to była bardzo dobra decyzja). A. stworzyła pełen dobrej treści portal (Zmiany w życiu) dla którego i ja mogę pisać (za co jestem jej ogromnie wdzięczna).

G. zwiedzała Laos, Wietnam, Kambodżę i przywiozła mi coś, czego nie zdążyła mi dać jeszcze w 2014 roku. G. kupiła mieszkanie i nadal nie ma czasu się spotkać.

Moi kochani przyjaciele A. i M. są już doktorami farmacji (i bardzo ich za to podziwiam i dalej wydzwaniam do A. aby pytać o skład produktów, które można, a których absolutnie nie powinno się jeść). Z rodziną państwa R. nadal nie możemy się nagadać i mocno kibicujemy A. blogowi (Być bliżej – najlepszy blog o psychologii dziecięcej), a O. jestem dozgonnie wdzięczna za wszelką redakcyjną pomoc i wspólne kolacje w pięknych miejscach stolicy.

M. osiąga ogromne sukcesy w psychoterapii (i szczerze jej gratuluję), a lada dzień (poza tym, że będzie matką) stanie się the best psychologist w pięknym mieście L. No i moja P. otworzyła swą pracownię, gabinet i poradnię w jednym, zatem północ Polski już jest Twoja, bravo! O. ze Śląska jest cudowna matką, wielkim psychologiem i znowu za dni parę ją zobaczę, co cieszy mnie nader! M. właśnie została mamą i promienieje ze szczęście (choć to tylko słyszałam, bo jeszcze nie widziałam jej po porodzie). K. ma pięknego synka S. i dalej szaleje w świecie szeroko rozumianych mediów, za to piękna O. ma równie pięknego syna F. i dalej swym pięknem podbija świat stolicy. N., wulkan energii, dalej w Warszawie i dalej w telewizji, za to G. i F. mimo super bliskiego sąsiedztwa częściej obserwuję na ekranie niż w rzeczywistości bo trudno zgrać nam wspólny termin (liczę, że w 2015 będzie lepiej:)).

Dużo dobra działo się dookoła, wiele śmiechów i gromkich klasków, wdzięczności, za które należy podziękować, mądrości nabytych z tamtym rokiem i niespełnionych (jeszcze) marzeń z 2014 roku, które czekają na 2015 rok.

Co jeszcze dobrego mnie spotkało: brak wypadków, żadnych złamań, zbędnych lekarskich wizyt, żadnych antybiotyków i leków (poza magnezem), waga bez zmian, lepsza cera, no i w połowie roku (zgodnie z aktualnym kalendarzem) rozpoczęłam 30 rok życia (kiedyś dawno dawno temu, ten wiek kojarzył mi się z panią w garsonce, dziś – dzięki Bogu – nadal noszę trampki).

Spełniło się nasze marzenie o maju w Izraelu. Tak, byliśmy i to nasza druga, po Ameryce, podróż życia. Być tam gdzie ziemsko bywał, chadzał i głosił Jezus, uczucie (dla wierzącego czyli mnie) nie do opisania. Nie ma na świecie drugiego takiego miasta jak Jerozolima, kto był, rozumie mnie bez słów. Może jeszcze kiedyś tam wrócę?

Byłam (musiałam, inaczej spada mi poziom szczęścia na bardzo długo) w mojej ukochanej Hiszpanii i paliłam się w słońcu Sevilli już w kwietniu. Spędziłam czas z moją kochaną au pair family. I w końcu odwiedziłam Gdańsk, tak, po raz pierwszy – za to dwukrotnie, w sierpniu i w grudniu. W lecie było bardzo zimno, padało non stop i wiało niemiłosiernie i morze turystów utrudniało zachwyt nad Starówką, za to w grudniu było prawie pusto, syberyjsko zimno i też wiało, choć nadal pięknie. Mimo pogody zakochałam się w Gdańsku.

Gdzie jeszcze byłam: Spacerowałam po romantycznym (dla mnie) Sopocie, zmokłam jak kura na rosyjskim statku w Gdyni, krakowski Kazimierz na chwilę zabrał mnie znowu do Jerozolimy, a Śląsk (okolice Pszczyny) pokazał mi jak zwykle inną Polskę, która zawsze mnie zachwyca. W lasach białostockich zbierałam pierwsze rydze w życiu, a w okolicy Włodawy słuchałam białoruskiego radia (nie to, żebym chciała). Bywałam w okolicy dziadkowej Mławy, rodziców G. i Lublina, no i tu, dzień za dniem w Warszawie.

Byłam w tym roku po raz pierwszy na Blogowigilii, po raz drugi na spotkaniu autorskim z Markiem Wałkuskim, moim ulubionym dziennikarzem radiowej Trójki, odkryłam stronę The Happy Page (małe szczęścia w wersji komiksowej na co dzień, przypominającej o wdzięczności) recenzuję na blogu (lub zaraz zacznę) dla dwóch największych psychologicznych wydawnictw w Polsce i biegałam aż jeden cały miesiąc (to mój życiowy biegowy rekord od zawsze).

I spędziłam wiele godzin z dziećmi mojej E. i z E. i P., co dawało mi wielkie pokłady szczęścia, kilka (choć za mało) godzin z psem B., wiele godzin z rodzicami (choć oni stale uważają, że za mało), z dziadkami (zwłaszcza teraz w chorobie dz.), za mało z moim młodszym K. no i dużo (choć zawsze chcę więcej) z moim najwspanialszym mężem na świecie, moim BB. Acha, no i byłam pierwszy raz na wspaniale wzbogacających wyjazdowych rekolekcjach, na których spotkaliśmy  super optymistyczną parę O. i M..

Dziękuję Bogu za rok 2014 i gotowa jestem na ten Nowy. I czekam na naszą wielką zmianę, trzy, dwa, jeden… kiedy głośno będę mogła ją wykrzyczeć!? „Największym ryzykiem jest niepodejmowanie żadnego ryzyka” zatem witaj już na dobre 2015! I na koniec roku, jak co roku przylatuję z UK czy jak teraz Grecji/Chin K., siostra mojego BB (K. za dużo podróżujesz, już się gubię) i jak zawsze, mimo urodzenia w pięknej polskiej stolicy, ma tak cudnie angielski akcent, że człowiek nawet słowa OKEY wstydzi się przy niej głośno rzec, aby nie zaczerwienić się wcale nie nieśmiało jak dorodny polski burak.

PS Jeśli o kimś (na pewno o kimś) zapomniałam, nie wspomniałam, kilka jeszcze pięknych chwil mi umknęło, nie opisałam, gdzieś wypadło, poleciało, poturlało w siną dal, to wybaczcie. To bardzo mały mój subiektywny przegląd chwil i niektóre chwile mimo szczerych chęci gdzieś już sobie odleciały. Jak je znam, są już w ciepłych krajach, ale aby je dogonić, muszę już zacząć biec. Dobrego 2015 roku!

Photo attribution: Bartosz Bogucki

Tagi:

  • Trzymam zatem kciuki za to „niespodziankowe nowe” i czekam z ciekawością co to będzie 😉

    • kasicablog

      Trzymaj, trzymaj:) Jak tylko będę mogła zdradzić,od razu powiem, krzyknę i zaśpiewam głośno:) Pozytywnego 2015 roku, KasicaBlog.pl

  • Aniu podsumowanie the best :* dziękuję za ten rok, czekam na następne 🙂

    • kasicablog

      Dziękuję :* Tobie Mil i sobie życzę równie dobrego 2015! Już wiem, że będzie się działo, zatem rok zmian już nadszedł. Czekamy 🙂 Przesyłam uśmiechy dwa:)

  • KB

    Awww, ale piekne posumowanie 🙂 Dzieki za komplement – smieszna sprawa z tym akcentem- chyba juz nawet pisze z akcentem 😉 – ale ciesze sie,ze moge w ten sposob dostarczyc rozrywki 😉

    • kasicablog

      Dziękuję KB za miłe słowa! A rozrywkę w najlepszym English wydaniu zawsze:) Pozytywnie pozdrawiam i życzę pięknego 2015 roku gdziekolwiek na świecie będziesz:)

  • G.

    Aniu. Wspaniale bylo czytac Twoje podsumowanie, tak duzo sie dzialo, a nawet male rzeczy, o ktorych napisalach brzmia cudownie. Zasada wdziecznosci przemawia przez Twoje opisy 🙂 Nie moge sier rowniez doczekac Twojej Zmiany, tej przez duze Z i bardzo kibicuje.. 😉 Bardzo milo mi sie zrobilo, ze o mnie wspomnialas 🙂

    • kasicablog

      I ja dziękuję G. Również czekam na zmianę przez duże Z! Samych pozytywów w 2015 roku:)

  • Gosiak

    Anula, bardzo ale to bardzo trzymam kciuki i wierzę, że Twój blog dopiero bierze rozpęd by trafić do jeszcze szerszego grona, którzy (nie wątpie) jak już tu wpadną to bezpowrotnie, jak śliwa w kompot.
    ps. bym zapomnialam, po co zaczęłam pisać … aaaa żeby podziękować, że znalazłam się w podsumowaniu, oczywiście ze szpileczką 🙂 (jesteś gorsza ode mnie:) Tęsknie za Tobą, do zobaczenia w końcu 🙂

    • kasicablog

      Gosiak Kochany, szpileczka tylko z tęsknoty:) Co do bloga, również wierzę w jego siłę:) Czekam na spotkanie!!!

  • Elena

    Ale pozytywnie czyta się Twoje podsumowanie roku! To co uderza to styl – jest coraz dojrzalszy. Gratulacje.

    • kasicablog

      Dziękuję za miłe słowa! Cieszę się, że moje podsumowanie wywołuje pozytywne stany:) Pozytywnie bardzo pozdrawiam i życzę pięknego 2015 roku!