Zdrowie „Jesteś cudem”!

Jesteś cudem

Lipiec 2, 2015 • BLOG, Myślę, że • Views: 1550

Zaczynem tego artykułu będzie pomoc i sobie i innym. Treści całej lekcji Wam nie zdradzę, ale podpowiem (znowu i głośno), że warto poznać tę lekturę. Jak już pisałam na blogu, rozkładam te nauki na części pierwsze, nie po to, aby sprzedać Wam jej akcje, ale w celu zauważenia i siebie i sytuacji, które i nas czasami dotykają. Te dobre, które warto utrwalać i te przykre, które także mają miejsce.

Dziś w tej lekcji króluje rak, nie skorupiak ze szkolnych podręczników, nie ten z talerza w dobrych restauracjach, ale ten paskudny, brzydki, nieszczęśliwy, rak nowotwór. I ten rak atakuje, często znienacka, bez uprzedzenia, podchodzi ni stąd ni zowąd, staje do walki z niegotowym przeciwnikiem. I tutaj rozpoczyna się wojna, o której czytamy w tym rozdziale.

Fragment o żywocie ludzkim, decyzjach i determinacji, o kobiecie, która nie chciała się poddać. Boleśnie, ale odważnie i z sercem pełnym nadziei idzie na wojnę z konkurentem, który nie śpi, który czuwa. Obok pojawia się żywa proklamacja i głośny szczęk oręża w codziennym boju o chęć zdrowia i miłość do życia! O dwóch damach jest ten rozdział: o Reginie chorej na raka, która szuka pomocy i o tej, która chorym na raka daje nadzieję, Eileen Saffran.

„Jeśli chcesz osiągnąć to, co niemożliwe, zajmij się tym, co możliwe. Eileen stworzyła medyczną Szwajcarię”. (s.29)

Ta pomoc Eileen bezinteresowna, oddana i dla innych jest warta uwagi, godna naśladowania, bezcenna w potrzebie. Jest przykładem, który mówi, że można, że trzeba, że należy. Nie jest to łatwe, ale możliwe, a świat potrzebuje takich ludzi. Takie postaci mają misję, wiedzą po co żyją, dają komuś swoją siłę, która jak magnes przyciąga innych dobrych.

Zachęcam Was do poznania tego rozdziału i pewnych osobistych (nie)banalnych refleksji. Po pierwsze, że zdrowie nie jest oczywistą oczywistością i warto nie tylko być wdzięcznym, co i czujnym, badać co się dzieje i dziękować jak jest dobrze. Po drugie, że są ludzie, którzy przywracają wiarę w innych i żyją dla innych i po trzecie, że nadzieja nie umiera, co warto mieć w pamięci, gdy dzieje się niekoniecznie dobrze.

W styczniu miałam wyrywane cztery zęby. Po usunięciu jednego z nich, obolała i z siną szczęką, czekałam przed gabinetem zabiegowym na ustanie nadmiernego krwawienia, czym wzbudzałam ludzką ciekawość. Ku przerwaniu ciekawości innych, pracująca tam pani, przybyła mi z pomocą i zaprowadziła do pielęgniarek, aby i one pomogły mi w tej czerwonej boleści. I wtedy jedna z nich powiedziała do mnie: „że gdyby tak każdy zdrowy, codziennie choć przez chwilę, bywał w szpitalu, nie po to aby chorować, ale po to aby zobaczyć jak chorują, cierpią i ile nadziei mają w sobie ci ludzie, to ci zdrowi szybko doceniliby to co mają. Odróżniliby rzeczy ważne od nieważnych i choć na chwilę zatrzymaliby się w swoim szybkim warszawskim biegu”.

Choć gorzkie te słowa, to dają do myślenia. Wypychają z garnuszka własnego biadolenia i otwierają oczy na cierpienie, które wcale nie jest tak daleko. Po drodze do pracy, na spacerze, na zakupach i na spotkaniu z przyjaciółmi nie raz mijamy niejeden szpital, gdzie leży niejeden chory. No ale przecież nie myślimy o nich, bo każdy żyje własnym życiem. I pędzimy tak dalej w biegu narzekania, marudząc na korki. Wybrzydzamy, kręcimy nosem, grymas niezadowolenia się pojawia, a wszystko na rzecz stresu i na pewno nie na zdrowie. Ale o zdrowiu tutaj jeszcze nikt nie mówi.

Poznajcie losy tych dwóch pań, chorej pełnej optymizmu i pomagającej, ubraną w wiarę w ludzi. Na zakończenie pada zdanie: „W czym tkwi tajemnica jej sukcesu? – W naiwnym optymizmie – zdradziła mi”. (s.29) Tutaj moja Psychologia Pozytywna się zmieszała.

Tagi:, ,