„Spektrum”

Spektrum

Czerwiec 11, 2015 • BLOG, To lubię • Views: 1232

„Ludzie zawsze dokonują wyborów, a z nimi związane są poświęcenia. Słowo „poświęcenie” wywołuje surowe skojarzenia z pozbawieniem się czegoś. Ale zazwyczaj nie uważamy za poświęcenie odkładania pieniędzy na wykształcenie lub wesele dzieci, choć przecież moglibyśmy w zamian kupić sobie nowy samochód. Takie właśnie wybory – co robić, a także czegoś nie robić – nadają sens naszemu życiu”. (s. 72)

Na kwietniowym Kongresie Kobiet Biznesu miałam okazję poznać przedstawicieli Wydawnictwa Druga Strona, które reklamowało ich najnowszą publikację, bestseller New York Timesa, „Spektrum”. Do lektury zaprasza autor dzieła – Dr Dean Ornish – wykładowca medycyny na Uniwersytecie Kalifornijskim, lekarz Billa Clintona, konsultant narodowy ds. zdrowia publicznego prezydenta Baracka Obamy, smakosz życia, koneser smaków, jakości i szczęścia.

Oto i jest! „Spektrum” nadchodzi! To zapis ponad trzydziestu lat pionierskich naukowych projektów badawczych, które zachęcają do zmiany trybu życia. Zapraszam do recenzji. Pierwszej i nieostatniej ze świata (nie)rarytasów, do perypetii życia psyche, dorzucam strefę zdrowia.
W głowie przekonania, a przyzwyczajenia na talerzu, ot cały homo economicus. Mówi się, że „jesteśmy sumą naszych nawyków”, w tym także tych żywieniowych, zatem warto o nie walczyć. Przed nami niejedna zdrowotna batalia, czasem wyjdziemy z niej zwycięsko, innym razem padniemy już na starcie. Ale nie można się poddawać. Wszystko zaczyna się w głowie, więc pożądanym jest zatrzymać się na chwilę i „trafić przez żołądek do własnego serca zdrowia”. Tylko jak to zrobić?

„Przebaczaj, bądź altruistą, współczuj i bądź komuś oddany. Długotrwała wrogość i nienawiść to jedne z najbardziej toksycznych uczuć”. (s. 200)

Książka „Spektrum” dotyka szereg wątków i nie o każdym sposób jest napisać. Do wielu z nich nie mam eksperckiego prawa głosu, ale jako poszukujący amator zachęcam do czytania pozostałych entuzjastów. Publikacja ta składa się z z dwóch części, pierwszej o zdrowiu w ocenie dr Ornisha i drugiej o daniach, w przepisach Arta Smitha, amerykańskiego szefa kuchni z Południa. Czytać można niezależnie – pierwszą testować na zakupach, drugą praktykować podczas gotowania.
Dr Ornish ma własną receptę na zdrowotny sukces! Traktuje swoje doświadczenie, wiedzę i badania jako drogę do zmiany, do nowego stylu życia, do reformy, którą warto aplikować.

„W bezprecedensowych badaniach INTERHEART, prowadzonych niezależnie od naszych dociekań przez kanadyjskich naukowców, obserwowano trzydzieści tysięcy kobiet i mężczyzn w pięćdziesięciu dwóch krajach na sześciu kontynentach. Projekt dowiódł, że dziewięć czynników związanych z żywieniem oraz stylem życia odpowiada za prawie 95 procent ryzyka ataku serca u kobiet i mężczyzn żyjących pod niemal każdą szerokością geograficzną i wywodzących się ze wszystkich grup rasowych i etnicznych świata. Te dziewięć czynników to: palenie, stężenie cholesterolu, nadciśnienie, cukrzyca, otyłość, nawyki żywieniowe, stopień aktywności fizycznej, spożycie alkoholu oraz czynniki psychospołeczne, takie jak stres emocjonalny oraz depresja”. (s. 41)

Te wyżej opisane rady zawarte są w bardziej szczegółowych medycznych opisach i chemicznych hasłach, które pamięci laika czasem spłatają figle. Nie brakuje za to w książce wywodów humanisty i nagłych zwrotów akcji z sercem, cholesterolem albo miłością i stresem w roli głównej. To potężna lekcja uczuć do samego siebie i najbliższych, którą manifestuje się własnym samopoczuciem i zdrowiem.

Do książki warto wracać! Jest swoistym spektrum dobrych rad, które poprzez ćwiczenia, dietę, spokój, aż po sok z granatu, liście kolendry i fasolę każdego koloru stanowią reguły gry o zdrowie. Nie zabraknie w niej roli dla pewnych tłuszczów, często niedobrych cukrów, znaczenia białka, niekorzystnych stanów zapalnych i różnicy między jakością, a ilością. Dotyka ona sfery emocji, uczuć, przebaczania, miłości, a nawet stresu. Mówi o szczegółach i znaczącej roli sodu, ważności herbaty, skarbie cynamonie, fenomenie imbiru, czy niezastąpionej witaminie E. Te i inne małe składowe mają niebywały wpływ na nasze codzienne jeść, być, mieć.

„Osoba odpowiedzialna to nie ktoś, kto się obwinia, lecz człowiek, który ma siłę wewnętrzną. Jeżeli uznamy, że jesteśmy po prostu ofiarami kiepskich genów, złej karmy, złego losu albo pecha, wówczas pozostanie nam tylko pogodzić się z pełnym cierpienia przeznaczeniem. Jeżeli jednak tylko zdamy sobie sprawę, że istotnie możemy coś z tym zrobić, wówczas zyskujemy swobodę, by odmienić własny los. (…) To, jak bardzo – jeżeli w ogóle – zechcemy odmienić naszą dietę i styl życia, stanowi decyzję bardzo osobistą”. (s. 154)

Jak widać motywacja wewnętrzna niesie wielką siłę zmiany. Nikt nie zmusi nas do zjedzenia jabłka, ale wielu może przypomnieć przysłowie angielskie: „jedno jabłko dziennie oddala od lekarza”.

Gdy byłam dzieckiem, a były to wczesne lata dziewiedziesiąte, królestwo słodyczy nie było żadnym królestwem, czy zacnym imperium, a jedynie ubogim folwarkiem, gdzie wybór był skromny, a jakość często wątpliwa. Do moich rodziców przychodziła pewna para znajomych, która nam dzieciom, przynosiła najgorszą zmorę dziecięcych słodyczy, czyli gorzką czekoladę. Nie lubiłam ich za to bardzo, choć zawsze z nadzieją czekałam, że może tym razem (po częstych moich sugestiach) wyjmą z torby słodką, pyszną, mleczną czekoladę.

Dziś, na nowo odkrywam gorzką czekoladę, łagodząc sobie jej smak dodatkiem orzecha czy migdała. Podobnie jak dr Ornish i ja nie ograniczam się restrykcyjnie dietą i nie poświecam życia zakazom, ale celebruję chwilę lepszym (zdrowszym) smakiem. Robię to nie z przymusu, ale z potrzeby zmiany. Już Seligman gdzieś wspominał, że aby rozkoszować się smakiem lodów wystarczy dwa kęsy, pierwszy i ostatni, i to one są naszą nagrodą, reszta idzie w kalorie. I chyba coś w tym jest.

„W rezultacie żyje obecnie pierwsze pokolenie, którego średnia długość życia dzieci może być krótsza niż ich rodziców”. (s. 266)

Dlatego zachęcam, przeczytajcie książkę „Spektrum” dr Deana Ornisha i weźcie z niej coś dla siebie! Ja nie uprawiam jogi, nie medytuję (poza modlitwą), nie jadam soi (jeszcze), ograniczam mięso, a ze sportem żyję w przyjaźni burzliwej. Za to wybieram z podręcznika rady, które są dobre dla mnie, możliwe do spełnienia, które wniosą coś zdrowego w moją codzienność i mam nadzieję kiedyś w przyszłość. I nie zarzekam się, że zmienię wszystko diametralnie, ale cieszę się, że coś już zmieniam. I z tej, jak i z innych podobnych tematycznie książek, uczę się dobrego smaku życia, z hasłem ku zdrowszemu! Sama siebie pięknie pochwalę, gdy metamorfoza kulinarna zaczyna już działać, ale nie biję się rózgą gdy w czymś ponoszę klęskę. To kolejna lekcja gdzie sama dla siebie jestem pedagogiem, ale najważniejsze jest to, że ćwiczenia te stosuję już w praktyce. „Cóż, sama sytuacja się nie zmieniła, ale ja – owszem”. (s. 188)

Dziękuję za egzemplarz Wydawnictwu Druga Strona

Tagi:, ,

  • Mamy w domowej biblioteczce kilka książek z przepisami na zdrową żywność. Jeżeli jadamy na mieście i jest taka opcja również wybieramy te miejsca, gdzie serwują jak najmniej przetworzone produkty. Takie książki są ciekawe nawet dla laików, bo czasem prawdziwe perełki przepisowe idzie w nich wyszukać.

    • Lektura jest bogata tematycznie, ciekawa i wielowątkowa:) Otwiera oczy na zdrowie i z innej, szerszej perspektywy:) Nakłania do nowej jakości i stylu życia, który w linii prostej prowadzi do zdrowia. Polecam, warto poznać nowe smaki w wydaniu dr Ornisha:)