KONKURS! Uwaga, rozwiązany!

KONKURS

Wrzesień 14, 2015 • BLOG, To lubię • Views: 1121

Uwaga, uwaga!

Zapraszam Was do konkursu z nagrodami, w którym polecane przeze mnie tytuły mogą trafić w Wasze ręce!

 

Zasady gry:

  1. Wakacje za nami, a lato powoli odchodzi do lamusa. Proszę zatem podać Waszą subiektywną definicję szczęścia na wakacjach, uchwyconej pozytywności, optymizmu w pesymiźmie i letnich chwil wartych opowiedzenia. Czekamy na historie, które chwycą nas za serce i na przygody, których szczerze i pozytywnie Wam pozazdrościmy. Ślijcie wakacyjne koleje losu, które poruszą więcej niż jedną emocję:) Wpis proszę zostawić w komentarzu na www.kasicablog.pl pod linkiem konkursowym. Można podpisać się pseudonimem, ale proszę podać adres e-mail (niewidoczny), abym mogła potem szybko pogratulować zwycięzcy!
  1. Proszę polubić profil KasicaBlog.pl, aby na dobre zaprzyjaźnić się z psychologią i być na bieżąco z pozytywną wiedzą i optymistycznymi wiadomościami na co dzień.
  2. Proszę udostępnić informacje o konkursie na swojej facebookowej ścianie (nie ma tu przymusu, ale będzie mi bardzo miło:).
  3. Zabawa trwa do 30 września 2015r., a wśród graczy wybierzemy aż czworo zwycięzców.
  4. Nagrody ufundowało Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne oraz wydawnictwo Smak Słowa. Więcej o tytułach: „Test Marshmallow”„Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”„Kobieta zmienną jest”„Alfabet miłości”.

Czekamy do 30.09.2015r. do godz. 23:59. We czwartek, 1 października ogłosimy zwycięzców i na podane adresy mejlowe wyślemy informacje o wygranej, z prośbą o podanie adresu do wysyłki nagród. Konkurs obowiązuje na terenie Polski.

Życzymy powodzenia i uśmiechu dla każdego, KasicaBlog.pl!

Dziękuję za egzemplarze i nagrody konkursowe wydawnictwom GWP i Smak Słowa!

*** AKTUALIZACJA ***

GRATULACJE dla Katarzyny H., Pauli i dwóch Aleksander za piękne, osobiste i pełne szczęścia komentarze!

Zwycięzcom posłałam już gratulacje na podane przez nich adresy e-mail, a pozostałym uczestnikom konkursu dziękuję za udział i zapraszam do kolejnych blogowych zabaw!

 

#KasicaBlog.pl#konkurs#nagroda#GWP#SmakSłowa

Tagi:

  • Pomyślimy nad udziałem 🙂

  • Aniela M

    Pogodę ducha mam chyba w genach.
    Ot, rodzinna tradycja, przyjemne obciążenie, a właściwie dar, któremu
    towarzyszy otwartość, poczucie humoru i spory dystans do rzeczywistości. To
    tak, jakbym różowe okulary dostała od losu już na starcie. Z biegiem czasu
    nauczyłam się, że kiedy dzielę się tymi darami z innymi –nic nie tracę – a
    wręcz przeciwnie – dzięki temu dowiedziałam się, gdzie rezyduje szczęście. Bo
    dla mnie jest ono w relacji z drugą osobą, możliwość dzielenia się z nim swoją
    radością i pokazanie, że różowe okulary szczęścia ma na wyposażeniu prawie
    każdy – ale albo o tym zapomina, albo nie potrafi czy boi się w nich chodzić …

    Stąd mój pomysł na spędzanie
    części każdego lata – gdy tylko zaczyna uśmiechać się do nas słońce – zbieram
    grupkę przyjaciół – zakładamy kolorowe stroje, poprawiamy na nosie swoje
    okulary i wychodzimy na ulice naszego miasta, by w krótkim czasie dokonać
    wymiany potężnej dawki pozytywnej energii: radości życia, uśmiechów, śmiechu,
    kolorów, przyjaznych gestów itp. – pop prostu dzielimy się własnym szczęściem.
    To działa !
    pozdrawiam serdecznie, słonecznie – wbrew aurze za oknem, ale zgodnie z pogodą ducha!
    Aniela
    nadamagdamus@gmail.com

  • Katarzyna Muller

    Moje słoneczne wspomnienie z wakacji 🙂
    Plaża w Ustce, parawany, kocyki, materace – żar leje się z nieba, towarzystwo się bawi,
    dzieci zadają sto pytań na minutę.
    Mój synek -który nie lubi smarowania kremami ochronnymi -domaga się tłumaczenia: ale po co?
    Więc ja wygłaszam wykładzik o UVA, UVB itp…
    a synek dopytuje: a przez szybę też się opalę…??
    zawahałam się …
    – i nagle z boku słyszę głos: Katarzyno! powinnaś to wiedzieć! miałaś u mnie z fizyki bardzo dobry!!
    Tak -to był głos mojej nauczycielki ze szkoły podstawowej – tylko ona takim tonem mówiła do mnie KATARZYNO …
    – minęło 20 lat -a ona mnie pamięta …?
    nie wiedziałam czy się ucieszyć – czy zmartwić – bo wiedza trochę słabsza… i co jak się nie sprawdzę …
    To był moment konsternacji -potem już szczere uśmiechy i na dłuższy czas dzieci z otwartymi buziami słuchały ciekawych opowiadań
    „Pani od Fizyki” na temat intrygujących zjawisk, jakie kryje w sobie otoczenie…

    Syn do dziś powtarza, że zazdrości mi TAKIEJ nauczycielki!

    pozdrawiam
    Kasia (katarzyna.muller@interia.pl)

  • ale.ksandra96

    Moja definicja szczęścia na wakacjach.

    Moje wakacje zaczęły się 21 czerwca, leżąc w łóżku chora. Była to niedziela, a
    ja miałam jechać do pracy na praktykę, gdzie odbywałam w restauracji. Niestety
    nie dałam rady dojechać, tak więc resztę dnia spędziłam w ciepłym łóżku,
    kurując się. Byłam sama w domu. Rodzice wraz z siostrą wyjechali już w sobotę
    na wakacje nad nasze piękne, polskie morze. A ja miałam dojechać w poniedziałek
    tuż po napisaniu drugiego egzaminu zawodowego. W niedzielę wystarczyło mi siły
    na spakowanie reszty rzeczy i spakowanie podręcznej torby na podróż. W poniedziałek
    z samego rana pojechałam do szkoły by napisać egzamin, a później na małe zakupy
    by kupić coś na podróż i wpadłam też na pomysł na prezent dla Taty, gdyż we
    wtorek obchodził imieniny. Dojechałam do Kołobrzegu pociągiem w niecałe sześć
    godzin. W czasie podróży wyglądałam za okno by ujrzeć piękno polskich terenów.
    Oczywiście nie obyło się bez ulewy deszczu. Ale to był dopiero początek podróży
    więc mogło być już tylko lepiej. J
    Dojechałam do pięknego i słonecznego Kołobrzegu. Aż chciało się tam zatrzymać
    na dłużej. Czekałam zaledwie chwilę za Tatą by dojechać do Mrzeżyna, gdzie
    spędzaliśmy wakacje. Po tym całym osłabieniu, chorobie i długiej podróży
    cieszyłam się niesamowicie na widok mojej rodziny. Ale też nie byłabym sobą gdybym nie poszła zobaczyć naszego
    pięknego, polskiego morza. Razem z siostrą wybrałyśmy się na spacer, by przejść
    się po plaży. Tego widoku mi brakowało. J
    Niestety spacer nie trwał długo bo i
    tutaj zaczęło padać. Resztę wieczoru spędziliśmy w domku. Musieliśmy nadrobić
    te ostatnie dni, w których nasz kontakt odbywał się tylko telefonicznie. Rozmów
    nie było końca. Pogoda przez resztę dni nie rozpieszczała nas, dosłownie przez
    trzy dni mieliśmy słońce w pełni, a zazwyczaj padało. Były tego plusy i minusy.
    Kiedy padało mogliśmy spędzać czas razem, w końcu na tym polegają wakacje. Następnego
    dnia, w dzień Taty imienin wręczyliśmy Mu mały, skromny prezent. Było to
    zdjęcie. Nasze zdjęcie rodzinne, włożone w piękną ramkę. Racja, prezent
    skromny, ale zdjęcie z naszego pierwszego wyjazdu w góry. Te wakacje były
    naszymi pierwszymi wspólnymi od 20 lat. Wcześniej nie było okazji wyjechać. W
    końcu też nadarzyła się okazja. A prezent był moim pomysłem. Dla Taty, żeby
    nigdy nie zapomniał, że ma nas. Moja radość dawania zwiększa się z każdym
    wręczonym prezentem i uśmiechem w
    podzięce dla mnie. Resztę dni spędziliśmy fantastycznie. Plaża, wyjazd do
    Ustki, kupienie pamiątek. Spacery z samego ranka były dla nas codziennym
    rytuałem przyjemności. J
    A wieczorami chodziliśmy po miasteczku na lody lub gofry, były pycha (aż się
    głodna teraz zrobiłam). Chodziliśmy po wydmach, plaży, mocząc nogi w zimnej
    wodzie. Pamiętam, jak wczoraj gdy zaszliśmy bodajże czwartego dnia na plażę, a
    morze było tak spokojne niczym staw czy jezioro. Było tylko słychać ciszę, a ja
    uwielbiam ciszę. Uwielbiam się w nią wsłuchiwać. Było to błogie uczucie, takie które chyba
    nigdy nie zapomnę. Nawet moja młodsza siostra zakochała się pierwszy raz, co do
    niej jest to nie podobne. Zawsze omija chłopaków. Ale ten czas dla niej był
    obiecujący. Była dla mnie nie do poznania. Moja mała, młodsza siostra
    wieczorami wybywała z domu by spotkać się z chłopakiem. Dzisiaj co jedynie jej
    pozostało to prezent od niego. Jednak czas do wyjazdu był najgorszym momentem.
    Wtedy zdaliśmy sobie, że te 10 dni to dla nas jeszcze za mało. Ale jak to
    mówią, wszystko co dobre kiedyś się kończy. W tym roku zaszła we mnie największa
    zmiana. Nauczyłam się celebrować chwilę, doceniać przede wszystkim, bo żadna
    chwila już się nie powtórzy. Cieszę się z każdego dnia, widoku, z tego co
    słyszę. Ukojeniem w te wakacje był dla mnie horyzont widziany nad morzem, który
    pokazuje nam, że tak naprawdę nie ma dla nas granic. Gdy wróciliśmy do domu nie
    pozostało nam nic innego jak tylko wspominać te piękne i błogie dni.
    Wspomnienia to jedyne, czego nam nikt nie odbierze. Wróciliśmy do codziennych
    obowiązków, do pracy, codziennej monotonii. Siostra pojechała do szpitala na
    zabieg. Jeździliśmy do niej w każdej wolnej chwili. Opiekowałam się swoją
    siostrą jak mama. A nasza Mama siedziała obok i patrzyłam nie ukrywała swoich
    łez. Dla mnie to była oczywista oczywistość. Pojechałam również odebrać swoje
    świadectwo ukończenia szkoły zawodowej, ponieważ nie było mnie za zakończeniu
    roku szkolnego. Pani Profesor gratulowała mi dobrych wyników w nauce.
    Dowiedziałam się, że bawiąc się świetnie
    na wakacjach , zostałam wyróżniona przed całą szkołą za dobre wyniki w nauce. Dostałam
    dyplom i książkę w nagrodę. Do końca wakacji pracowałam w restauracji. Łatwo
    nie było, ale dałam radę za co jestem dumna z siebie. A koniec wakacji był na
    tyle ciekawy, że pojechałam odebrać dyplom zdanych pozytywnie egzaminów. Tak,
    ja Aleksandra Kunert po trzech latach edukacji w zawodzie kucharz zdobyłam i
    jestem wykwalifikowaną kucharką. Kolejny raz pokazałam, że jest mnie na coś
    stać i jestem z siebie dumna, jak i reszta rodziny. Poza tymi pracowitymi
    dniami nauczyłam się, co to znaczy spokój i równowaga. Celebrowałam każdą wolną
    chwilę jak tylko szło najlepiej. Czytałam książki, wyciągałam z nich wnioski. I
    czuję to do dzisiaj, że nie poszło to na marnę. Jednym zdaniem ujmując były to
    dla mnie najlepsze wakacje.

    Siedząc przed komputerem w ciepłym kocyku, popijając ciepłą herbatą Serdecznie
    pozdrawiam! <3

  • Paulka

    Moje szczęście na wakacjach to dwóch Panów idących ulicami „Miasta Światła” a z nimi radość, miłość i zabawa. Wszystko to ocieplone promieniami hiszpańskiego słońca:) To pierwsze nasze wakacje od kiedy Mały Człowiek jest z nami i jakże udane! Tydzień spędzony na Costa Blanca w gościnnej krainie słońca, na piaszczystych plażach wypełnionych urodziwymi krajobrazami pozwolił nam cieszyć się sobą i chłonąć każdą chwilę wypełnioną szczęściem i radością jaką daje nam każdego dnia ten mniejszy Pan:)
    https://uploads.disquscdn.com/images/5b46734f5e70fdb23143d34aa3783ce1305c007f82a42c21499bf1f7a956f020.jpg

  • Weronika

    Moim codziennym szczęściem, a także i wakacyjnym jest czas spędzony z moim chłopakiem. Kochaliśmy się, wygłupialiśmy, zwiedzaliśmy razem Polskę i kolekcjonowaliśmy przy pomocy aparatu wszystkiego ważne momenty, które kiedyś zobaczą nasze dzieci 🙂

  • Kasia

    Miałam to szczęście, że mogłam spędzić 3 miesiące w podróży po USA i Kanadzie. Dotarłam również na Wyspę Księcia Edwarda – cisza, spokój, piękna natura, plaże i życzliwi ludzie. Tam na wyspie, razem z siostrą, postanowiłyśmy spędzić noc na plaży. Zabrałyśmy rowery i po 40km dojechałyśmy do celu. Najpierw kąpiel w cudownie ciepłej wodzie, a później już spokojne obserwowanie zachodu słońca. Kiedy zrobiło się ciemno, wyciągnęłyśmy nasze śpiwory i rozłożyłyśmy się na plaży. Na niebie pojawiło się mnóstwo gwiazd. Po raz pierwszy w życiu uchwyciłam moment spadającej gwiazdy! Nie zdążyłam jeszcze pomyśleć nad życzeniem, a już spadła druga i trzecia! Zasypiałam na rozgrzanym piasku, słuchając szumu fal odbijających się o brzeg. Noc przebiegła spokojnie, a kiedy zaczęło się rozjaśniać, czekałyśmy na wschód słońca. Nad ranem w świetle wstającego słońca zrobiłyśmy kilka pięknych zdjęć. To była moja najcudowniejsza noc! Przepiękna, bajeczna, zjawiskowa!!
    Dodam jeszcze, że kilka dni wcześniej pierwszy raz byłam na nocnym pływaniu. Na Wyspie Księcia Edwarda nie ma miast, domy położone są w dużej odległości od siebie, nie ma lamp ulicznych, to wszystko sprawia, że na niebie można obserwować miliardy gwiazd! Dlatego, jak tak pływaliśmy całą grupą w Oceanie doświadczyliśmy magicznego zjawiska – w tafli wody migotały światła gwiazd! Wydawało się, jakby w wodzie były pływające świetliki! Nasze dłonie i całe ciała świeciły w wodzie! A na górze gwiazdy i najwyraźniejsza Droga Mleczna, jaką w życiu widziałam. To jest moja definicja szczęścia! Uśmiech na twarzy, radość z przeżytych wrażeń i szczęście, że mogłam to wszystko doświadczyć.

  • Michasia

    Moja subiektywna definicja szczęścia podczas wakacji:
    Szczęście posiada każdy i od nas zależy ile go odkryjemy, jak go docenimy. Dla mnie szczęście jest zasypywane przez: hałas, zgiełk, komputeryzację, facebook, presję czasu, obowiązki typu „muszę”. Odpoczynek – wakacje – zmiana rozkładu dnia – wyciszenie – mniej obowiązków – oddalenie trosk, pozwala mi lepszemu odkryciu szczęścia. Najlepsze szczęście odkrywam w prostych rzeczach, w naturze, w przyrodzie, w drugim człowieku. W te wakacje miałam szczęście być nad morzem i w górach. Miałam możliwość słuchania fal, bawienia się niezliczonym piaskiem, grania w piłkę, zbierania stokrotek (tak długich, że pierwszy raz zrobiłam wianek 🙂 ), zdobycia szczytu i podziwiania krajobrazu górskiego. A najważniejsze nie byłam w tych miejscach sama. W prawdzie byłam tam, ze względu na pracę jaką wykonywałam – opiekun dzieci. Jednak praca ta była miła, ponieważ m.in. mogłam razem z dziećmi się bawić 😉 Oczywiście również ciążyła odpowiedzialność oraz były kłótnie wśród dzieci, niepowodzenia, sytuacje krzywdzące. Jednak gdyby smutku nie było, wtedy byśmy nie mogli docenić uśmiechu, radości, zadowolenia skoro byłoby to zawsze i wszędzie. Jakże nudne byłoby wtedy życie. Tak więc podczas tych wakacji mogłam wcielić się w problemy dziecka oraz zauważyć, że do szczęścia niewiele im potrzeba, chociaż dla dzieci też trudno (może dla niektórych nawet trudniej niż dorosłym oraz niemożliwe) cieszyć się wodą i piaskiem, skoro nie wolno mieć wtedy ani komórki, ani tableta i trzeba jakoś dogadać się z innymi kolonistami. Szczęściem jest kiedy ma się pracę, którą się lubi. Wyjaśnię tu, że jestem studentką i w trakcie roku akademickiego mniej pracuję zarobkowo, dlatego praca jest dla mnie odskocznią od nauki i nawet odważę się powiedzieć, że moje wakacyjne formy pracy są szczęściem. Szczęściem dla mnie są rozmowy z innymi, możliwości podzielenia się opiniami. Miałam w te wakacje szczęście poznać nowych ludzi i niektórych bliżej poznać oraz ich pozytywne nastawienie do świata. W wakacje, również miałam wiele czasu wolnego, który mogłam przeznaczyć, aby się wyciszyć i poznać bliżej siebie, co pozwoliło być z siebie zadowolonym oraz być szczęśliwym. Patrząc na ostatnie trzy miesiące mogę uznać, że szczęściarą jestem 🙂

    • Michasia

      PS Szkoda tylko, że tak często niezauważam i zapominam ile szczęścia mnie spotkało. Na szczęście także w internecie jest duża energia pozytywizmu i istnieje Kasicablog, w którym Ania przez konkurs zachęciła mnie do zastanowienia się czym jest szczęście.
      PS Poprzednie zdanie nie ma służyć podlizaniu się, ale ukazaniu jakim szczęściem jest to, że są osoby, które publicznie ukazują jak wiele radości jest w życiu i niekiedy zmuszają do przemyślenia.

  • Ola

    W te wakacje naprawdę wieeele sie w moim życiu wydarzyło..niedawno minął rok odkąd mieszkam w Niemczech, ale wszystkie przerwy szkolne spędzam oczywiście w Polsce, na mojej ukochanej wiosce, gdzie spędziłam piekne dzieciństwo – Zachełmiu . Te wakacje sie cudownie zaczely – zdalam egzamin na prawo jazdy , co można uznac za niemały sukces,patrząc na moje umiejetnosci, a i okolicznosci ktore mi wtedy towarzyszyly – bo spoznilam się 15 minut… jak do tamtego momentu bylam calkowicie wyluzowana, tak wtedy oblecial mnie strach. Przy podpisywaniu dokumentow trzesly mi sie tak okropnie ręce, że musialam naprawde sie postarac zeby poprawnie napisac swoje imie i nazwisko. Później poszło juz wszystko gładko. Skakalam z radości, kiedy sie dowiedzialam ze zdalam! Dwa dni pozniej odebralam prawo jazdy i od razu wyruszylismy w droge do mojego ukochanego kraju. Oczywiscie musialam wykorzystac to ze moge juz jezdzic i tak oto , przy mojej pierwszej jeździe bez instruktora zostałam rzucona na głęboką wode i przejechalam niemal 500 kilometrow autostradą, z czego sama bylam dumna! Nastepnie szczęście niesamowite po raz drugi, gdyż zobaczylam mojego dziadziusia, rodzenstwo cioteczne, z ktorym jestem tak zżyta że traktuję je jak rodzone, mimo wielkiej odległości obecnie nas dzielącej, i resztę rodzinki, z którą nie widzialam sie dość dlugi okres czasu. Za chwilę znowu ruszylam w trasę, z moją kuzynka do jej mamy i siostrzyczki, ktore mieszkają w Anglii. To byl moj pierwszy lot samolotem – ogromne podniecenie, gdy zobaczylam chmury z góry i wręcz pokochałam latać! Mimo, że bylam tam krotko, to spędziłam z nimi super czas! Poznałam nowego wujka, o którego istnieniu wczesniej nawet nie wiedzialam . Okazal się świetnym facetem, ktory potrafi rozbawic wszystkich do łez i zapewniał nam ciągle nowe rozrywki. W tym czasie, kiedy tam byłam, wypadały urodziny mojej mamy. Zadzwoniłam do niej, aby jej złożyć życzenia i dowiedziałam się o najlepszym prezencie jaki mogła sobie wymarzyc. Była w ciąży! Spełniło sie jej zyczenie, chciała tego juz od dawna, a i moj brat razem ze mna bardzo sie ucieszylismy, nie wspominajac juz o euforii taty. Jednak kiedy wrocilam na naszą ziemię, mama nie czuła sie najlepiej i trafiła do szpitala. Odwiedzałam ja tam codziennie i bardzo sie o nią martwilam. Po kilku dniach mama poronila. To byl stanowczo najgorszy dzien tych wakacji. Nie moglam powstrzymac łez , a przecież nie moglam mamie pokazać, że jestem słaba – musiałam ja wtedy wspierac. Ale to nie bylo takie łatwe. Jednak jednego sie wtedy nauczylam. Mam wielkie szczęście , że posiadam tak wspaniałych rodziców i brata, którzy mnie kochają i zawsze przy mnie są, a w trudnych chwilach wszyscy mozemy na siebie nawzajem liczyć. Od tego momentu staram sie to bardziej doceniac i na kazdym kroku im pokazywać, że sa dla mnie ważni i nie wyobrażam sobie życia bez nich. To byl bardzo ciężki czas dla naszej rodziny,ale wpadlam na genialny pomysl, co mogłoby pomóc mamie oderwac się troche od przytlaczajacej rzeczywistosci. Pojechalismy nad morze. Do siostry dziadziusia, ktorej juz dawno nie widzial a rzadko zdarza się okazja zeby ja odwiedzić. Nigdy w życiu jej wczesniej nie widzialam. Poznalam ją wtedy, jej meza, dzieci i ich rodziny. Wspaniali ludzie! Jestem dumna, że mam tak życzliwych, bezinteresownych i radosnych krewnych. Widok morza za każdym razem tak samo zapiera mi dech w piersiach. Jeśli miałabym wybrac moje przyszłe miejsce zamieszkania, to wybór na pewno padłby na dom z widokiem na morze. Jestem tam po prostu szczęśliwa, kiedy słyszę szum fal, słoneczko przypieka, a pod stopami czuję gorący piasek. W dodatku jestem tam z ludźmi, których kocham i z ktorymi moge dzielić te piękne chwile. Nie zapomnę tych wakacji do końca życia. Pomimo tych złych wydarzen, ktore nadal wywołują smutek w moim sercu, nauczylam sie , że uszczęśliwianie innych sprawia, że sama czuje się lepiej. Oraz że trzeba się cieszyć z „tu i teraz” , bo nie wiadomo jak dlugo będzie to jeszcze trwać.